SŁÓW KILKA O WILKACH

 

Jak to się zaczęło? Szczerze, chyba nikt dokładnie nie pamieta 🙂 Chyba było to tak, że w 2015 roku Kudłaty wraz z Basiorem, postanowili zrobić prawko na moto, padło hasło więc nie było zmiłuj. Kurs prawie w tym samym czasie a egzamin dzień po dniu. Pierwsze gratulacje dla Seba a na drugi dzień dla Kudłatego. Skoro prawko zrobione to trzeba się przejechać i spotkać 🙂 Kudłaty z Warszawy, Seb z Gdańska więc zaczęło się od rozmów na FB aby ustalić pierwsze spotkanie. Tematy zamiast dotyczyć spotkania spadły na typowo motocyklowe ponieważ Seb nie miał jeszcze motocykla, a że my świeżaki to przydałby się ktoś kumaty 🙂 Są i Oni! Słynny TheMbol z Piły i Mular z Warszawy. Od tamtej pory zmieniło się wszystko, życie zaczęło płynąć innym, nie wybranym przez żadnego z nas torem… Najpierw Wilczy chat na FB, snucie marzeń i planów, mnóstwo godzin przegadanych, przeklepanych w klawisze. 

Każdy ma jakąś stałą ekipę z którą jeździ, zawsze jest jakiś trzon który jest stały, reszta się dołącza i odłącza, każdy inaczej ten trzon traktuje. Dla nas to nasze stado, wataha, nie wiem w zasadzie jak do tego doszło, że akurat wilki. Dla mnie wilk to zwierzę doskonałe, drapieżnik skończony, idealne dzieło ewolucji. Najwytrwalszy myśliwy, niepoprawny włóczęga, wędrowiec, najbardziej niepokorny i zarazem najbardziej społeczny z mieszkańców lasu. Nie żebyśmy byli jak wilki, tak dobrze nie jest, ale chcielibyśmy być choć w części jak one, albo chociaż móc myśleć tak o sobie. Póki co to jest jak zabawa w indian za dzieciaka – na chwilę zmieniasz się, zmieniasz cały świat wokół, jesteś wojownikiem, każdy to kiedyś przechodził :) Z wilkami jest tak że niczego nie robią przypadkiem, działają dobrze tylko wtedy kiedy stado jest w komplecie i każdy spełnia swoją rolę, u nas jest podobnie, każdy ma swoją rolę…

Czas zakończyć ten przydługi wstęp, zakończę go konkluzją,  że zdecydowanie – nie ważne gdzie, ważne z kim! Bezwzględnie! To my sami i nasza ekipa tworzy klimat wyjazdu. To może być dosłownie krok od domu. Ważne jest nastawienie, entuzjazm, chęci i umiejętność zorganizowania sobie odrobiny wolnego czasu. Samo planowanie wyprawy już jest super zabawą, część planów się realizuje, część weryfikuje życie i trasa. Przygody toczą się jedna przez drugą, zazębiają się, cały czas coś się dzieje. Śmiech miesza się z kurzem, potem, łzami wysiłku jak musisz po raz kolejny podnieść tą załadowaną krowę bo właśnie postanowiła się położyć. Mimo że na codzień nie palisz, fajka smakuje jak nigdy, mimo że raczej nie chlasz na codzień to cytrynówka ze wspólnego kieliszka smakuje jak nektar bogów… Każdy kilometr zapisuje się na dysku twojego mózgu jako kilometr szczęścia. Za parę lat nie będziesz pamiętał stu tysięcy kilometrów drogi przejechanej samochodem, ale te kilkaset kilometrów przejechanych z braćmi o takiej samej zajawce jak twoja zostaną w głowie na zawsze, przynajmniej mojej. Wiem jednak że w reszcie wilczych łbów, te wspomnienia też pozostaną na zawsze. Gdyby jednak stało się tak, że dopadną nas kiedyś starcze problemy z pamięcią – będziemy mieli tego bloga, po to powstał, po to żebyśmy mieli pamiętnik, spisane w jednym miejscu wszystko co przeżyliśmy, nie jako ludzie, ale jako Wilcy, na wspólnych wyjazdach i przygodach. Jeśli Tobie drogi czytelniku do czegoś kiedyś przyda to co tutaj napisaliśmy – to tylko się cieszyć.

 

Oby dobry los dał nam szansę, abyśmy tymi Wilkami mogli być jak najczęściej…

Basior


WILCY