Ukraina 2019 – Pikuj. Część 1.

Opis tej wyprawy nie będzie niestety tak „barwny” jak dotychczasowe opisy.
Nasz wilczy bajkopisarz przerzucił się chwilowo na asfalt i niestety niejako zmuszeni zostaliśmy do romantycznego wyjazdu” we dwoje”.
Czyli Biały Kieł xt660z i Szary Wilk xtz660

Przygotowania

Opisanie przygotowań do tego wyjazdu zajeło by wiecej niz sam jego opis.Codzienne telefony, uzgadnianie co bierzemy, gdzie przekraczamy granice, ustalanie trasy.
Cuda wianki.
Zakup lin. Karabinków. Przekladni alipinistycznych.. Opon.. Łancuchów.. Kluczy. WSIO bylo omówione sto razy. Co dzień śledzenie kamer online z granic tak aby wybrac przejscie na ktorym nie bedzie kolejki. Szary zdecydował sie na praktycznie kompletny remont zawieszenia – oczywiscie tuż przed wyjazdem. Było to niestety konieczne. Lekko na Ukrainie mialo nie być, a zawieszenie miało już mocno dość.
Wszystkie łozyska i uszczelnienia w wahaczu nowe. Malowanie proszkowe wahacza. Wymiana sprężyn w zawiasie przód. Zregenetrowany amor tył. Oczywiście wsio na czasowy styk z wysyłkami.

Byly tez szybkie zakupy ciuchow w sklepie militarnym.
2 mundury z wojsk szwajcarskich ( a podobno Szwajcaria wojska nie ma…) i kapelutki z wojsk GB.

U mnie akcja felga. Dostałem pachnącą Japonia felge 18cali excel na moje 40 ste urodziny od całej Wilczej paki-wliczając małżonkę i teściów. Trzeba było przeszprychować. Zamowic nową opone a najpierw ją wybrać – co tez zajeło duzo czasu.
Wysyłka do speca od zaplatania.Obiecał ze zrobi i … tez 2 tyg czekałem. Tez koło dostałem niemal na styk. Jak dostałem kolo okazało się, że łożysko jedno stoi kompletnie.
Złom. Wymiana łożysk na szybko. Nie można było dostać uszczelniaczy.. Akcja goniła akcję a termin sie zbliżał.

mde

Ja 2 dni przed wyjazdem moto miałem gotowe na 100%. Nawet sie spakowałem.

Szary na dzień przed wyjazdem miał moto rozebrane niemal do ramy. Nie miał niestety czasu na ogarnięcie sprzętu wcześniej – a ogarnąć trzeba bylo, bo zużycie pewnych elementów było zbyt duże.

No i oczywiscie – TRASY…
Szary znalazł ślady z tak zwanej ” ukrainskiej integracji”
Jezdzą tam rok w rok wszelakie sprzęty. I lekkie „liscie” i opasłe afryki. Trasy opisane ładnie co gdzie moze wjechac. Trasą „hard” wjezdzaja liscie po 100kg bez bagazu. Trasa „nie hard”
– ” paaanie… tam to gość trampkiem wjezdza” 😀 Czyli takie w sam raz na nasze obładowane bagażem tenery.
Po Ukrainie 2016 Szary zdecydowal sie korzystać z tras juz sprawdzonych, a nie rysować palcem po mapie – wiadomo jak się to skonczyło. A jak nie wiecie to przeczytajcie opis wyprawy na Ukrainę z 2016 roku.
Niestety.. nic sie nie nauczył chłop na tamtym wyjezdzie ale o tym później…

Dzień 0

Do pracy przyjechałem juz na moto . gotowy w 100% do drogi. Tego dnia w pracy w zasadzie nie było. Reisenfiber przez 8h…PUNKT 15.30 – ognia na wawe. Jazda na jeden strzał na działeczkę pod Warszawą. Dojazd juz w nocy.. totalnie kręte drogi. Niby niemal Warszawa a czułem sie jakbym już był na Ukrainie.. W pewnym momencie droga asfaltowa która i tak miała szerokość małego fiata ..kończy się.. i jadę gruntówką na której końcu siedzi Szary z winem z banana swojej własnej produkcji..
Kolacyjka… pogaduchy…. i spanie.

Dzien 1

Wawa – Użok.

Prognozy pogody na ten dzień były niestety słabe – cały dzień ma walić żabami z nieba. Miałem nadzieję, że prognoza sie może myli ale.. no nie. Wstaliśmy rano i już kropiło. Szybkie pakowanie… i ognia. Oczywiście mieliśmy wyjechać o MAX 7 – wyjechaliśmy z tego co pamiętam grubo po 10. Ja profilaktycznie założyłem na siebie buty OP1 + kondon + rękawice kondony . Czyli wsio co miałem. Ten dzień miał pokazać, ze tym razem postapiłem dobrze. Padało cały dzień. Czasem lało.
Studiując chyba 2 tygodnie ruch na granicach z UA… wsio.. tabele.. porównania.. wykresy godzinowe… + oczywiście obserwacja kamer online o różnych porach dnia…wybraliśmy przejście Budomierz. Stosunkowo nowe, ruch z tego co zaobserwowaliśmy – znikomy.
W okolicach godziny 15 docieramy na granicę.. Wyjeżdzam zza zakrętu i…. SZNUR AUT!!! Cała nasza obserwacja.. tabele.. wykresy.. psu w zad. Sznur do granicy na kilkanascie aut. Omijamy grzecznie auta i stajemy przed samym szlabanem.. za ktorym jest jeszcze jeden… i JESZCZE jeden.

Szary juz był na granicy z Ukrainą – dla mnie to nowość. Szlaban przed którym stoimy nie jest jeszcze pod dachem. Zaczyna lać.. konkretnie lać. Stoimy. Mokniemy. Nagle Kudłaty pisze – WIDZĘ WAS! I wkleja zrzut filmu z kamery online  Miło 

Szlaban w gore pyk.. lecimy pod drugi. Już pod dachem tak pół na pół .. Przód moto juz pod daszkiem a tył moknie. Po jakichś kilkunastu min szlaban w gore i pyk.. Podpychamy do polskiej kontroli paszportowej… cos tam próbuje zagadać ze „czemu taka kolejka”.. ze „na kamerach on-line nigdy takiej nie bylo.”

– TO ZLE PAN PATRZYŁ. TAK JEST ZAWSZE. UHM..

Gadka mega sie nie kleiła wiec zaprzestałem.. Pani pyta – czy pojazd byl juz na Ukrainie? Szary potwierdza – jego tak. Ja mowie ze mój nie ale byłem poza Unia Europejska już kilkukrotnie. Jakie to ma znaczenie czy był akurat na Ukrainie? Widocznie ma. Numery ramy trzeba spisać. Numer ramy??? On na główce. U mnie bardzo słabo to widać. Jeszcze nabity takimi kropeczkami i zupełnie nieczytelny. Ale OK. Chce ? To proszę. Przynosi latarkę. Obracam kiere. Oczywiście nic nie widać, ale no pani udaje ze porównuje z dowodem.. OK. jest OK..Lecim dalej. Jakiś uprzejmy koleś z PL mówi nam gdzie mamy iść i co zrobić. Ok. Idziemy. Wpuszczają nas przed kolejke ( co takie oczywiste nie jest.. ale o tym później..) do okienka UA. Okienko się uchyla. Pojawia sie ręka. Wciskam dokumenty . Okienko sie zamyka. Czekamy…… Jakieś 5 min okienko sie otwiera – pojawia sie reka z dokumentami. Zabieram i ognia. Jasnym jest, że otrzymałem słynna karteczkę z pieczątką którą należy pokazać na każdym etapie ukraińskiej kontroli granicznej. Karteczka w etui telefonu i jade do ostatniego szlabanu. Tam juz tylko oddać kartke, poczekać na schowanie się kolczatki w asfalcie i ….

JESTEM NA UA.

Jest godzina 16.
Wstępny plan był taki aby spać już na połoninie pikuja do której mamy 200km asfaltem.Juz na granicy stwierdziliśmy, że jesteśmy tak przemoknięci i jest tak późna godzina, ze po 1 nie zdązymy dojechać na połoninę, a po 2 będzie naprawdę niewygodnie spać dziś w hamaku. Decyzja – dziś spanie pod dachem. Szary szybkie sprawdzenie nawi – ok. Jedziemy do miejscowości Użok.
Za granica niewiele sie zmienilo. Ładny asfalt. Czysto. Zielono. Nawet chyba deszcz przestał padać. Jest OK… dojeżdzamy do ronda…ma byc stacja… chcemy kupic karty sim aby mieć jakiś kontakt ze światem.
I tu otrzymałem pierwszy strzał w pysk. Stacja jest obok asfaltu ale… nie na asfalcie. Cala stacja stoi na kamienistym polu. Wiele stacji widzialem.. albańskich..serbskich.. Nie mowiac o naszych polskich.. ale no takiej – NIGDY.
Szary szybki rzut oka na mapę. Jedziemy dalej. Stacja nie odpowiada naszym standardom 
Wracamy na rondo i… nie wierzę. Otrzymałem kolejny dziś strzał w pysk. Asfalt sie kończy i zaczyna sie autostrada szutrowo/kamienista.
Szerokość około 3-4 nasze pasy. Dziury. Koleiny. Śliska melasa. Kałuże o nieznanej głębokosci. I miedzy tym łady ,autobusy nie znanej mi marki, konie z wozami, piesi, nowe mercedesy i.. MY !
Droga była tak nierówna, ze nawet motocyklem enduro trzeba sie było mocno skupić aby utrzymać jakąś sensowna predkosc przejazdu. Konkret – myśle – Ukraina to jednak stan umysłu.
Takiej drogi nie widziałem nigdy. Nigdzie. Oczywiście – widziałem gorsze ale nie publiczne!
Droga ta wiodła kilkanaście km by nagle zmienić się w nowiutki asfalt. Pojawiła sie także stacja. Taka ” nasza” – cywilizowana.
Motki do pełna – ja juz ponad 100km jechałem na rezerwie i w drogę! aa.. zakupiismy karty sim. Ja vodafone, Szary kievstar. U niego oczywiscie ruszyła od razu. U mnie nic . Brak sieci.
Nawet osługa stacji nie umiała jej uruchomić. Przekładali nawet ta kartę do swoich telefonów. Tez brak sygnału. Trudno. Jedna działa.

Przed samym Użokiem niespodzianka – przy drodze budka. Przez droge szlabany. Kontrola.
Granica? hmm.. szybkie zerkniecie na mape. No tak. Jestesmy na wysokości miejscowości Sianki. Przy drodze ktorą jedziemy biegną tory.. a za torami jest już Polska. Stoimy jakieś 20 metrow od granicy. Mimo ze jej nie przekraczamy to kontrola na drodze jest. Paszporty. Dokumenty ble ble.

This photo is taken with Brica B-PRO5 Alpha Edition mk.¢ò

Poszło szybko i około godziny 20 mokrzy jak szczury docieramy do naszego .. SPA!!
Okazuje się ze Szary znalazł chyba najlepszy ośrodek w okolicy. Baseny, sauny, jaccuzi, ruskie banie – jest wszystko aby poczuć sie jakby luksusowo.
Szybka negocjacja cenowa – i pyk. Mamy klucz w reku. Pani informuje nas ze niestety wszystkie atrakcje sa już zamknięte, ale otwierają od bodajże 9.30 i jeszcze się pokąpiemy.
Jasne. O 9.30 to my już będziemy na Pikuju – pomyśleliśmy głośno 

Zanim się rozebraliśmy z mokrych łachów stwierdziliśmy, ze co jak co ale musimy sie napić. Wchodzimy do baru. Wyglądamy jak 2 ufoludków. Na pewno pachniemy tez wykwintnie… Woda wylewa się z butow i zostawia piękne plamy na podłodze. Idziemy.
Podchodzmy do baru.
DWA RAZY WÓDKA. a jaka? MOROSZA!!! barmanka nalewa.. 2 solidne miarki 50ml. Płace. Wypijamy na hejnał. Sprawdzam ile zdjeło z konta..- 5.21zl za 2 miarki bajecznie zmrożonej ukrainskiej Moroszy. Decyzja nie może być inna – przebieramy się i do kolacji zamawiamy całą butelkę 😀

Podczas rozpakowywania motocykli zauważamy, ze Qbag Szarego ( torba z bagażem ) jest kompletnie mokry. Mój – kompletnie suchy.
Okazuje sie ze owszem Qbag jest wodoodporny o ile sie nie jedzie sie cały dzień w deszczu.
Ja mam pokrowiec z którego nieco szydziła pozostała część stada… I on uratował mi zawartość mojej torby przed kompletnym przemoczeniem.
Szary wyjmuje śpiwor.. Kompletnie mokry.. Robi się mało wesoło.
Za chwile słysze glośny okrzyk radości szarego – w łazience jest stacjonarna suszarka do włosów !! 😀 I jak sie okazało BARDZO dobra suszarka 🙂 Pracowała non stop cala noc.
Wysuszyła wszystko łącznie z moimi butami. W zasadzie owa suszarka uratowała nam dupy. |Dosłownie i w przenośni. Buty mokre to nie problem, ale śpiwór puchowy z którego kapie woda? Słabo.

Przebrani w suche… Szary niekoniecznie suche.. ciuchy idziemy na kolacje. Po drodze rzut oka na „ruska banie”… i juz wiemy, ze po kolacji się tam wbijamy. Co z tego ze nieczynne 🙂
Otworzymy se.
Kolacja poszła na bogato.. wódeczka.. piwo.. kwas chlebowy.. I jakies dziwne żarcie. Nie wiem czy było tak dobre czy byłem tak głodny. Smakowało .Nawet bardzo.

Przy stoliku obok grupka młodych Ukraińców. Patrzymy ze piją… ZUBROWKE!! Pytamy dlaczego Żubrowka? Przecież tyle dobrych wódek na Ukrainie. Odpowiedz – Żubrowka lepsza. mocniejsza!!! ech… szkoda słow. Zwykła biała Żubrówka kontra Morosza. Jak dla nas nie ma porównania. Po kolacji pełni jak parowozy – do ruskiej bani. Na ośrodku żywego ducha. Ruska bania niby nieczynna, ale drzwi otwarte 🙂
Kąpiel w niej była idealnym zwieńczeniem tego, jak mi się wydawało, męczącego dnia…
Zmęczenie jednak dopiero przed nami.. 

mde

ZDJECIA 360

Uzhanski Kupeli 1

Uzhanski Kupeli 2

Uzhanski Kupeli 3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *